Pociąga mnie mój brat, dobrze zrobiłam? Mam pokój ze starszym bratem, strasznie mnie on pociąga (brat, nie pokój). Raz przymierzał nowe spodnie i powiedziałam, że wygląda megaseksowanie. On wiedział, że mi się podobał. Ostatnio pocałowałam go i zaczęliśmy się pieścić w nocy! Mam wyrzuty sumienia, gdyż jest to kazirostwo. Coś śmierdzi, chyba ktoś o tobie przebąkiwał. Mój cel to zabranie raperom każdej złotówki. Na początku zjem tych co wyskakują z lodówki. Pozabijam, jestem do tego zdolny. Bo jestem Ale się wkurzyłam, że jak to, do cholery, czemu on mi tych zdjęć nie robi, że za 10 lat dzieci będą oglądać te fotki i pytać: "a gdzie mama?", że ja nie mam utrwalonych tych pięknych, cennych chwil, gdy karmię, gdy przewijam, gdy noszę, gdy zbieram klocki z podłogi albo czytam po raz 73 raz tę samą książeczkę o kaczuszce. "Teściowa robi mi na złość" Na początku 40-latka nie zwracała na to uwagi, ale z czasem zaczęło jej się robić przykro, gdy któryś raz z rzędu mama jej męża była dla niej złośliwa. Najbardziej pokazuje swoją wyższość w czasie niedzielnych obiadów. Ratunku! Moja siostra jest nosorożcem! Mój brat jest małpką! Bycie bratem lub siostrą to nie zawsze łatwa sprawa. Czasami rodzeństwo potrafi być naprawdę nudne, upierdliwe, marudne czy męczące. Ale nikt nie umie rozśmieszyć tak jak młodszy braciszek czy wykazać się odwagą i siłą jak starsza siostra. Re: brat mnie nienawidzi. uranka napisała: > Brat zacząl szaleć powiedział ,ze się nie zgadza,ze wszystko jest jego. > brat groził mi ze mnie > zabije. Jezeli, jak mowisz caly majatek jest na nazwisko rodzicow, to brat nie ma nic do powiedzenia, czy ty mozesz mieszkac w domu swoich rodzicow. Śr, 18-07-2007 Forum: Życie rodzinne - Re SOzO8J. zapytał(a) o 10:28 Mój brat koniecznie chce zobaczyć mnie gołą! Co mam robić? No więc jakiś czas temu pisałam tu o tym, że uświadomiłam brata [LINK] Wtedy myślałam, że dobrze zrobiłam, zresztą wasze odpowiedzi mnie w tym utwierdziły. Problem w tym, że to się chyba obróciło przeciwko mnie...Mój brat ostatnio robi chyba wszystko by zobaczyć mnie gołą. Po pierwsze stara się mnie podgladać w łazience (na szczęście przez tę kratkę na dole drzwi nic nie widać), po drugie zaczął mi zaglądać w dekolt jak mam jakiś większy, no a po trzecie...No właśnie, po trzecie znalazł sobie zabawę, w której tak niby w żartach podchodzi do mnie i ciągnie mnie za ramiączko, albo za spodenki... Już dwa razy mi tak ściągnął dół piżamy...Co mam zrobić? Wiem, że rodzicom o tym nie powiem (bo nie powiedziałam im o tym, że go uświadomiłam i nie chcę o tym mówić). Gadanie z nim nic nie daje. Moja przyjaciółka poradziła mi, że może jakbym mu pokazała wszystko to by stracił zainteresowanie, ale to żadne rozwiązanie... Z drugiej strony i tak już widział prawie wszystko, więc mi już powoli robi się wszystko jedno... Co zrobić? Odpowiedzi pogielo cie ?! 11 letniemu bratu chcesz sie nago pokazac ? omg..nie rób tego najlepiej uswiadom mu ze mu wpier*olicz jak jeszcze raz cie wkurzy to napewno zadziala mialam podobny przypadek ;p Grayson odpowiedział(a) o 10:35 Po co brat ma widziec cie gołą,nic mu nie zeby tego nie robił bo to jest złe. are13 odpowiedział(a) o 10:36 No co ty! nie słuchaj przyjaciółki i nie pokazuj mu niczego!Powiedz mu, że jest poj*ny i ze jeszcze raz coś takiego powie czy pomysli to dostanie wpi*l od cb..ablo zakaz na kompa,TV..pzdr;p EKSPERTDomi... odpowiedział(a) o 10:46 Musisz wytłumaczyć bratu, że nie można się pokazywać przed rodzeństwem i że to są sprawy intymne, o których się głośno nie mówi (a wasza poprzednia rozmowa jest tajemnicą). Powiedz mu, że nie wolno podglądać w ogóle dziewczyn i że jak będzie to robił to będzie znaczyło, że zachowuje się bardzo nieładnie. Na pewno mu się nie pokazuj. Powiedz mu, że kobiety nagie to nie widok dla niego. Jeśli jest chrześcijaninem to powiedz że to bardzo ciężki grzech, a z siostrą to kazirodztwo i że to grozi więzieniem, a w jego przypadku poprawczakiem. Jeszcze się biedak bd masturbował? Mam nadzieje że nie, bo to za wcześnie i będzie bardzo uzależniony... ale masz udanego brata xD Przejdzie mu ! blocked odpowiedział(a) o 20:08 w takim wieku chłopacy są tacy napaleni (szczęście mam siostrę). po pierwsze powiedziałabym mu że to złe a podrugie że mu walniesz jek jeszcze raz tak zrobi A mi się wydaje , że jeśli pokazałabyś się bratu to by to na pewno nie zaszkodziła . Tak że jeśli się nie wstydzisz to zrób to Według mnie pokaź mu sie żeby widział i powiedź takie słowa ,,chciałeś mnie zobaczyć to masz (zdejmując recznik i odsłaniając ciało)Zobasz jak będzie się wstydzić i mu stanie .Polecam SKY_EKSI odpowiedział(a) o 00:55 Cześć pytanie zostało zadane w 2012 czyli aż 8 lat temu teraz twój brat ma około 19 lat nie wiem czy jeszcze masz to konto ale jeżeli przyjdzie do ciebie tą wiadomość to super mianowicie jak skończyła się ta sytuacja? Jestem bardzo ciekawy bo to 2012 a nie widziałem żadnej odpowiedzi od ciebie Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub Poprosiliśmy Filipa, nastolatka dotkniętego zespołem Aspergera i syna naszej redakcyjnej koleżanki, aby pomógł nam zrozumieć fenomen wyspowych zainteresowań i fiksacji grami komputerowymi u podobnych do niego młodych ludzi. Często zwraca się uwagę na ich swoiste uzależnienie od komputera, internetu i wirtualnego świata. Interakcje społeczne sprowadzają do wymiaru sztucznego obcowania z ludźmi. Jako trenerzy umiejętności społecznych zawsze podkreślamy ważność zrozumienia zachowań naszych uczestników, ich przyczyn i przyjemności, jakie odnoszą żyjąc po swojemu. Jakie role wypełniają więc gry komputerowe? Jak je postrzegają osoby ze spektrum autyzmu i z zespołem Aspergera? Filip Melzacki, dziewiętnastolatek z zespołem Aspergera, student filologii angielskiej Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Filip jest pasjonatem literatury, seriali, filmów i, oczywiście, gier komputerowych. Amatorsko tłumaczy teksty z języka angielskiego, tworzy wpisy encyklopedyczne w portalach internetowych i jest doskonałym wokalistą trenując od wielu lat śpiew. Jego największymi marzeniami są: spokojne życie, poczucie spełnienia oraz świat pozbawiony nienawiści. FM: – Odkąd tylko pamiętam, zawsze uwielbiałem grać w gry komputerowe. Była to moja preferowana rozrywka, zwłaszcza dlatego, że w szkole nie miałem zbyt dobrego kontaktu z rówieśnikami. Nie podobały mi się zabawy, w których brali oni udział. Natomiast im nie podobało się moje specyficzne zachowanie. Zamiast odwiedzać kolegów po szkole, albo grać z nimi w piłkę, spędzałem popołudnia z książką albo przed ekranem. Gry pociągały mnie, choć nie jestem nawet w stanie powiedzieć dlaczego. Coś mnie w nich fascynowało – a gdy byłem czymś zafascynowany, skupiałem swoją uwagę wyłącznie na tym. We wczesnym dzieciństwie niemalże każda lubiana przeze mnie gra była grą edukacyjną. Głównie więc zagrywałem się w takie tytuły jak „Królik Bystrzak”, „Komputerowa Gratka”, płyty dołączane do serków Bakuś oraz gry o Kubusiu Puchatku. Nie byłem w stanie grać w nic innego, ponieważ jako dziecko byłem bardzo lękliwy. Często odczuwałem irracjonalny strach wobec kompletnie normalnych rzeczy, na przykład znaków drogowych. Wybiegałem z pokoju z płaczem, gdy na ekranie telewizora pojawiła się choćby najdrobniejsza scena przemocy. Z tego też powodu mogłem grać jedynie w najłagodniejsze możliwie gry, w których byłem pewien, że nic mnie nie przestraszy. W wieku około dziewięciu lat, do tychże gier dołączyła seria „FIFA”, polegająca na rozgrywaniu meczów piłkarskich. Obecnie nie cierpię jej za odcinanie kuponów, brak znaczących zmian między kolejnymi odsłonami, i wypuszczanie co roku nowej części, kosztującej ponad dwieście złotych, choć jedynie marginalnie różniącej się od poprzedniej. Wtedy jednak była to jedna z moich ulubionych – częściowo dlatego, że nie byłem w niej narażony na strach, i częściowo, że grał w nią każdy chłopak w szkole. Ja miałem nadzieję, że polubią mnie, jeżeli będę grał w to co oni. Niestety, nie zadziałało. W okresie moich bardzo wczesnych lat nastoletnich, czyli wieku około lat jedenastu, moja lękliwość odrobinę się uspokoiła. Irracjonalny strach zaniknął, a ja byłem w stanie doświadczać większej ilości mediów. Wciąż jednak źle wpływała na mnie przemoc. Tym razem jednak nie bałem się przemocy samej w sobie, ale występującej przy niej krwi. Ma ona na mnie zły wpływ do dziś, ale tyczy się to już teraz tylko krwi prawdziwej. Wtedy natomiast przerażała mnie krew w filmach, kreskówkach albo grach. Znowu więc nie miałem wspólnych zainteresowań z rówieśnikami. Oni woleli strzelaniny, horrory, gry brutalne, czyli takie, których ja po prostu się bałem. W tym czasie obudziła się we mnie pasja do starszych gier, wydawanych głównie na konsole nintendo, więc niemal nieznanych w Polsce. Duży wpływ na to nowe zainteresowanie miał portal youtube. Znajdowałem na nim tzw. let’s playe, czyli prowadzone w odcinkach serie z gier, wraz z komentarzem nagrywającego je autora. Oglądanie tych filmików wpłynęło pozytywnie na moją znajomość angielskiego. Nagrywane gry zazwyczaj były w języku angielskim, a nagrywający sami tłumaczyli dialogi oraz ich teksty na polski. Podświadomie zapamiętywałem występujące słowa, kojarzyłem je z ich polskimi odpowiednikami, no i w ten sposób dość wcześnie biegle opanowałem język obcy. W przeciwieństwie do mojej poprzedniej “fazy” na fifę, moje upodobanie do starszych, nieznanych w Polsce gier, istnieje do dziś. Tytułem, które je rozpoczęło, było “Mother 3” wydane w 2006 roku na konsolę game boy advance. Była to gra, która wprost mnie oczarowała. Przyznam, że obecnie jestem nią oczarowany jeszcze bardziej… To niezwykle dziwna gra o bardzo specyficznym poczuciu humoru. Jestem przekonany, że to właśnie ten humor najbardziej zachwycił mnie – dziecko z Aspergerem, o tak samo niecodziennych myślach. Stawiamy w niej czoła między innymi ożywionym znakom, kaktusom, żukom, orłom chorującym na łysienie i latającym myszom. Pod tą niepoważną fasadą kryje się jednak łamiąca serce opowieść o rodzinie, stracie, przyjaźni i człowieczeństwie. Grając w “Mother 3” co pewien czas rozluźniamy się, śmiejemy, obserwujemy dziejące się, pozornie niedorzeczne wydarzenia – i to właśnie w tych momentach gra zaskakuje nas, przynosząc strach lub smutek. Halucynacje głównego bohatera ukazujące jego lęk przed samotnością i porzuceniem, ukrywanie się przed krwiożerczym mechanicznym potworem w genetycznym laboratorium, lub ostatnia walka o losy świata, która potrafi wzruszyć do łez każdego… Choć “Mother 3” zdecydowanie wywarło na mnie największe wrażenie, nie była to jedyna lubiana przeze mnie gra. Mógłbym powiedzieć, że miałem na temat gier nintendo przysłowiowego “fioła”. Uwielbiałem gry z serii Mario, szczególnie „Super Mario 64”. Pamiętam także „zagrywanie” się w „Mario Party” czyli imprezową grę planszową osadzoną w tym uniwersum. Niestety, z przyczyn oczywistych, zmuszony byłem grać w nią sam. Bliskie mojemu sercu były gry z serii „Pokemon”. Kompletnie nie rozumiałem zasad i wczytywałem grę, gdy tylko coś poszło nie po mojej myśli, ale trenowanie swojej własnej drużyny przynosiło mi nie lada frajdę. Mniej więcej w tym czasie ogromną popularność zdobył „Minecraft”, tytuł znany chyba przez każdego rodzica, którego dziecko jest zainteresowane grami. Oczarował także i mnie (gram w niego po dziś dzień). Wtedy też dostałem pod choinkę konsolę PSP. Na nią wydana została ukochana przeze mnie seria gier „Patapon”. Już na samo wspomnienie tej nazwy ogarnia mnie ogromna nostalgia. Bez cienia wątpliwości, była to jedna z najlepszych i najbardziej niedocenianych serii, jaka kiedykolwiek powstała. Ale to, oczywiście, moja subiektywna opinia. W grze gracz wcielał się w boskiego przewodnika plemienia Pataponów, czyli małych, ożywionych gałek ocznych. Celem gry było tworzenie swoich oddziałów, wysyłanie ich na misje, zdobywanie lepszego ekwipunku oraz nowych klas dla żołnierzy gracza. Sama rozgrywka była jednak bardzo unikatowa. „Patapon” to gra muzyczno – rytmiczna. Gracz ma dostęp do czterech bębnów, z których każdy przypisany jest do innego przycisku. Rozkazy naszej armii wydajemy poprzez bicie w odpowiednie bębny, w rytm muzyki. Wybijanie odpowiednich rozkazów i budowanie własnej armii niezwykle mi się podobało. Pamiętam, że nawet moja mama, która zazwyczaj nie gra w gry, dobrze bawiła się przy „Pataponach”. No i zupełnie nie rozumiem, dlaczego dzisiaj się tego tak mocno wypiera. Lata mijały… Zmieniła się moja szkoła, moja klasa, moje gusta, zmieniałem się – oczywiście – również ja. W gimnazjum, a potem w liceum, moje relacje z rówieśnikami były już znacznie lepsze. Nadal, oczywiście, nie były idealne, ale… Co prawda, w dalszym ciągu miałem problemy z interpretowaniem wypowiedzi albo wtrącaniem nieprzemyślanych komentarzy, ale przynajmniej miałem już kolegów. Większość moich niecodziennych fobii także zaniknęła. Mój strach przed prawdziwą krwią pozostał, ale nie bałem się jej już w mediach fikcyjnych. Właśnie wtedy zacząłem grać w gry przeznaczone dla dojrzałych odbiorców, takie jak „Skyrim”, „Fallout”, „Wiedźmin”, „Hitman” czy też uwielbiany przeze mnie „XCOM”. Ta ostatnia, to gra taktyczna, w której za zadanie mamy bronić Ziemi przed inwazją obcych. W tym właśnie okresie gry taktyczne okazały się być moim ulubionym gatunkiem. Zamiast refleksu trenowały one mój mózg, zmysł taktycznego myślenia, umiejętności planowania, przewidywania oraz szacowania ryzyka. Uwielbiam gry taktyczne, choć niejednokrotnie wywołują one u mnie nie lada frustrację, kiedy dobrze przemyślany plan spala na panewce przez zwykłego pecha. Biegła znajomość angielskiego, dostęp do internetu oraz dalsze problemy z socjalizacją dość przewidywalnie popchnęły mnie w stronę szukania znajomości w sieci. Nie byłem ograniczony tylko do Polski. Byłem w stanie prowadzić konwersację z każdym, kto znał język angielski. Nie było to, oczywiście, absolutnie bezpieczne. Czasem natrafiałem na ludzi fałszywych i toksycznych, ale bądźmy szczerzy – na dokładnie to samo jesteśmy narażeni w interakcjach osobistych. Mimo to, nie żałuję nawiązywania znajomości w taki sposób. Poznałem wielu naprawdę wspaniałych ludzi, z którymi mogłem się dogadywać, i którzy nie osądzali mnie za to kim jestem. Poznałem pochodzącą ze Słowenii wspaniałą dziewczynę, której imienia ze względu na prywatność nie zdradzę. Po trzech latach nadal jesteśmy razem. Zamiłowanie do gier sprawiło również, że poznałem czym jest „Dungeons & Dragons”. I śmiało mogę napisać, że to moje kolejne hobby. „Dungeons & Dragons”, można nazwać “grą wyobraźni”. Nie jest to gra komputerowa. Do rozgrywki w D&D potrzebna jest grupa, składająca się z kilku osób oraz Mistrza Gry. Mistrz Gry wymyśla świat fantasy, w którym osadzona jest gra, fabułę, bohaterów niezależnych oraz zadania dla graczy. Gracze natomiast tworzą własnych bohaterów oraz odgrywają ich podczas rozgrywki. Historia toczy się unikatowo i nieprzewidywalnie, często zależnie od rzutów kośćmi. Gdybym miał do czegoś porównać D&D, to przychodzi mi na myśl improwizowany teatr. Swoją drużynę poznałem w sieci po tym jak zafascynowany tytułem, postanowiłem zgłosić swoją gotowość do współpracy z ekipą tłumaczeniową, która przekładała filmiki na youtube z angielskiego na polski. Okazało się, że na tyle fajnie się ze sobą dogadujemy, że przez półtora roku rozgrywaliśmy razem cotygodniowe sesje. To był dla mnie bardzo fajny czas, a nawiązane znajomości przetrwały do tej pory mimo, że zakończyliśmy już kampanię. Wspomnę tu także o grze, która w okresie późnych lat nastoletnich wywarła na mnie największe wrażenie. Mimo, że grałem wtedy w mnóstwo różnych gier, tylko jedna zapisała się w mojej pamięci na stałe. Było to wydane w 2015 roku „Undertale”, mocno inspirowane wspomnianym już wcześniej „Mother 3”. Gra opowiada o alternatywnej wersji naszego świata, zamieszkiwanego przez ludzi i potwory. Wiele lat przed wydarzeniami ukazanymi w grze, między rasami doszło do wojny. Skończyła się ona przymusowym wygnaniem potworów pod powierzchnię Ziemi. Pewnego dnia, do podziemi trafia główny bohater – ludzkie dziecko. Naszym zadaniem jest ucieczka z krainy potworów i powrót na Ziemię. Podtytuł „Undertale” brzmi “Przyjazne RPG, w którym nikt nie musi umierać”. Możemy, oczywiście, wywalczyć sobie drogę powrotną na powierzchnię siłą, jednak bardzo szybko odkryjemy, że potwory są często bardziej ludzkie od ludzi. Każdy z nich ma cele, marzenia, unikatową osobowość. Całą grę można ukończyć nie zabijając ani jednego potwora. Zamiast walką, każdy problem można rozwiązać inaczej. To właśnie najbardziej przypadło mi do gustu. Rzadko bowiem natrafia się na gry, które można ukończyć bez przemocy. Po drodze spotykamy czarujących i złożonych bohaterów, zawieramy przyjaźnie. „Undertale” nieustannie zaskakuje gracza i bawi się oczekiwaniami. Podobnie jak „Mother 3”, ma dziwaczne, lecz świetne poczucie humoru, oraz zakończenie wyciskające łzy. To piękna opowieść o przyjaźni, nieocenianiu innych „po okładce” i o konsekwencjach naszych działań. Dodając do tego fenomenalną muzykę, bardzo niską cenę, i dostępną do oddzielnego pobrania polską wersję językową, jest to tytuł, w który powinien zagrać każdy. Jest to gra, wobec której mam pewność, że nigdy jej nie zapomnę. Niecałe dwa lata temu w końcu osiągnąłem pełnoletność i ukończyłem liceum z dobrym wynikiem na maturze. Obecnie studiuję filologię angielską na Warszawskim SWPSie – zdalnie, ze względu na panujące okoliczności. Na tym etapie życia moja znajomość gier także okazała się być przydatna. Od niedawna jestem autorem wpisów encyklopedycznych w największym polskim portalu o grach. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będę mógł pełnoprawnie zarabiać pisząc na ten temat. Ponadto, prowadzę pewną inicjatywę na grupie facebookowej przeznaczonej dla rodziców wychowujących dzieci w spektrum autyzmu. Jako, że rodzice nie zawsze wiedzą w jakie gry grają ich pociechy, zamieszczam na grupie cotygodniowe wpisy na temat popularnych tytułów, mające na celu uświadamianie im na co powinni uważać. Cykl ten spotkał się z pozytywnym odbiorem. W przyszłości planuję przerobienie go na blog, gdzie mógłbym zamieszczać wszystkie swoje teksty. Gry towarzyszyły mi przez całe dzieciństwo i towarzyszą mi także w dorosłości. Czas pokaże czy będę mógł wykorzystać nabytą wiedzę i doświadczenia do tego, aby np. zasilać swój budżet. Jednego jestem natomiast pewien; że miały bardzo duży wpływ na to, jaki teraz jestem. Pomogły mi przejść przez trudne okresy mojej młodości, a może nawet nauczyły kilku ważnych rzeczy. Zdaję sobie sprawę z tego, że zbyt długi czas spędzany przed ekranem komputera czy konsoli może być niebezpieczny i prowadzić do uzależnienia. Z drugiej strony jednak komputer i gry dawały mi szansę na zagospodarowanie czasu wolnego. Znajomość tytułów gier pozwalała mi na nawiązywanie i podtrzymywanie rozmów z rówieśnikami. Oprócz gier raczej niewiele nas łączyło. W sieci odnalazłem niejedną bratnią duszę, przez co nie czuję się już tak samotny. Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2013-05-11 14:27:02 Mikiii1424 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-03-15 Posty: 25 Temat: brat wykańcza mnie psychicznie Witam. Mój brat ma 32 lata, ja mam 18. Obecnie mieszka z nami babcia, bo moja mama pracuje za granicą. Do niedawna jeszcze wszystko było PRAWIE wporządku. Otóż mój brat zawsze mi dokuczał, drażnił się ze mną, ale nigdy nie wyzywał mnie i nie groził mi. Wiem, że prawdopodobnie nic by mi nie zrobił, ale boje się coraz bardziej. Ale może zacznę od początku. Brat jest starym kawalerem. Pracuje jako kierowca busów, wozi ludzi za granicę. Dni kiedy jest w trasie są najlepszymi chwilami w tygodniu. Ale kiedy wraca...podam przykład z dzisiejszego dnia. Poszłam się umyć i niestety, jak to dziewczyna, wylałam całą ciepłą wodę. Później poszedł do łazienki on i zaczęło się piekło. Odkręcił kran i nagle usłyszałam "zabije tą małą piz**, kryj sie mała szmato, bo nie ręcze za siebie. Zapier*** cie ty gnido!" To mój kochany braciszek tak zareagował na brak ciepłej wody i fakt, że musi poczekać pół godziny, żeby się zagrzała. Innego dnia po prostu siedziałam sobie w pokoju i pisałam coś w zeszycie a on wszedł i wrzeszczy do mnie "zabije cie, zapier**, pożałujesz, że się urodziłaś". Patrze się na niego zdziwiona i pytam się o co mu znowu chodzi a on do mnie "urodziłaś się, o to mi chodzi. nienawidze cie". Takie sytuacje zdarzają się każdego dnia, kiedy tylko on jest w domu. Przez niego czas kiedy musze wrócić do domu i wiem, że czeka mnie pełno wyzwisk i odzywek typu "po co ty sie urodziłaś, zamknij dupe" itp. to najgorsze chwile w ciągu całego dnia. Już naprawdę nie wiem co mam zrobić. Potrzebuję tylko trochę spokoju, zwłaszcza, że muszę się uczyć, koniec roku jest blisko. jestem wykończona emocjonalnie, bo niedawno rozstałam się z chłopakiem (dotąd nie poradziłam sobie z tym i nie daje rady w takich warunkach) i teraz już nie mam nikogo, do kogo mogłabym uciec chociaż na chwilkę i schronić się przed wyzwiskami. Jestem młoda, chciałabym cieszyć się życiem, a nie bać się wracać do domu i płakać przez własnego brata. Jestem w totalnej kropce... 2 Odpowiedź przez krysSs 2013-05-11 22:51:53 krysSs Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zawód: konsultantka Oriflame Zarejestrowany: 2013-05-02 Posty: 15 Wiek: 19 Odp: brat wykańcza mnie psychicznie O matko ! !Zawsze chciałam mieć starszego brata, ale Tobie strasznie współczuje. Fakt jest między wami duża różnica wieku. Tylko, że znam rodzeństwa, które i w tak dużej przepaści wiekowej dobrze się widać, że typowo coś jest z Twoim bratem. A rozmawiałaś może o tym z Twoją mamą czy też z babcią z którą aktualnie mieszkasz. Bo to jest nie do pomyślenia. Żeby nawet tak z niczego cię kiedyś czytałam, czy słyszałam ( już nie pamiętam ), że zachowanie człowieka może czasem zmienić się przez jakąś chorobą, i to nie koniecznie psychiczną. Tak na prawdę to Twój brat ma przekichaną prace, ale aż tak nie powinnien się na Ciebie złościć. Może powinnaś to gdzieś zgłosić, bo ja bym też się na Twoim miejscu go bała. 3 Odpowiedź przez Mikiii1424 2013-05-12 14:40:06 Mikiii1424 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-03-15 Posty: 25 Odp: brat wykańcza mnie psychicznie Moja babcia wie o tym, często jest świadkiem takich jego zachowań. Próbuje sama mnie jakoś bronić. Niestety on wtedy mówi żeby 'zamknąć d**e'. To w nocy napisał mi sms'a z przeprosinami. Ale ja i tak wiem, że to nie był ostatni raz. Teraz będę miała po tych przeprosinach parę dni spokoju, a później zapomni i znowu wyskoczy do mnie z wyzwiskami. nie chciałabym nigdzie tego zgłaszać, w końcu to mój brat i jaki by nie był to nie mogłabym mu tego zrobić... 4 Odpowiedź przez tolkabezlolka 2013-05-12 15:07:28 Ostatnio edytowany przez tolkabezlolka (2013-05-12 15:10:38) tolkabezlolka Słodka Czarodziejka Nieaktywny Zawód: egzekutor głupoty Zarejestrowany: 2012-11-20 Posty: 156 Wiek: 27 Odp: brat wykańcza mnie psychicznie Dziewczyno nie ma się co dziwić, że nie chcesz wracać do jest niezrównoważony, ma do Ciebie żal. Po takim zachowaniu można stwierdzić, że to jakiś nieudacznik no chyba, że ciska coś i tak go że nie masz się do kogo z tym problemem nie ma co stresować, matka pewnie tez nic nie wskóra skoro jest zagranicą, a dalsza rodzina? Jakaś bliska ciotka albo wujek? Twoi znajomi? Ktoś, kto jest na miejscu i miałby jakiś wpływ na brata?Gdzie mieszkacie? W domu, czy bloku? Macie jakiś bliskich sąsiadów?Nie chce Cię straszyć. Chyba jednak będziesz musiała sama się o siebie zatroszczyć. Na Twoim miejscu, zaczęłabym to wszystko gdy takie akcje będą zdarzały się coraz częściej. To dzwoń anonimowo na policję, jak brat będzie w domu. Powiedz że chciałaś zgłosić awanturę domową u sąsiadów i podaj swój adres, czy coś w tym stylu. 5 Odpowiedź przez Mikiii1424 2013-05-12 16:20:19 Mikiii1424 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-03-15 Posty: 25 Odp: brat wykańcza mnie psychicznieProblem tkwi w tym, że ten człowiek ma tak jakby dwie twarze. W towarzystwie rodziny, swoich znajomych zachowuje się całkowicie normalnie. Milutki, wzorowy brat, wnuk i synuś. Mama często z nim rozmawia, dzwoni, tłumaczy mu, że już dłużej nie może tak być. No ale nie działa... 6 Odpowiedź przez sinnerssmile 2013-05-12 17:33:26 sinnerssmile Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zawód: student Zarejestrowany: 2013-05-08 Posty: 146 Wiek: 22 Odp: brat wykańcza mnie psychicznie Dlaczego Twój brat nie znajdzie sobie osobnego mieszkania? Myślę, że przytłacza go ta sytuacja, zbyt często ze sobą przebywacie, dlatego też są te konflikty. Życzę ci od­wa­gi, jaką ma słońce, które codziennie od no­wa wschodzi nad wszelką nędzą świata. 7 Odpowiedź przez Mikiii1424 2013-05-12 18:28:48 Mikiii1424 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-03-15 Posty: 25 Odp: brat wykańcza mnie psychicznienie znajdzie sobie mieszkania, bo ma szefa krętacza, który wypłaca mu kase tylko za niektóre wyjadzy. Jak to tolkabezlolka ładnie ujęła to jest życiowy nieudacznik. Dziewczyny też żadnej nie może sobie znaleźć no i wyżywa się na mnie. Tylko że dlaczego ja mam cierpieć przez to, że on ma takie życie? Sam sobie na to zapracował. 8 Odpowiedź przez sinnerssmile 2013-05-12 19:24:43 sinnerssmile Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zawód: student Zarejestrowany: 2013-05-08 Posty: 146 Wiek: 22 Odp: brat wykańcza mnie psychicznie To mu to powiedz. Niech zobaczy, że Cię to nie boli. Sama wypomnij mu, że jest nieudacznikiem, że to stary chłop bez baby i że się wyżywa na młodszej. Jak zobaczy, że raz, drugi, trzeci mu się postawisz to może odpuści. Życzę ci od­wa­gi, jaką ma słońce, które codziennie od no­wa wschodzi nad wszelką nędzą świata. 9 Odpowiedź przez tolkabezlolka 2013-05-13 09:51:35 Ostatnio edytowany przez tolkabezlolka (2013-05-13 09:54:36) tolkabezlolka Słodka Czarodziejka Nieaktywny Zawód: egzekutor głupoty Zarejestrowany: 2012-11-20 Posty: 156 Wiek: 27 Odp: brat wykańcza mnie psychicznie Autorko, nie stawiaj się czasem bratu. Taka konfrontacja w Twoim przypadku (sam na sam) to najgorsze wyjście. Nic dobrego z tego nie będzie, a może tylko pogorszyć sytuacje. Mikiii1424 napisał/a:Wiem, że prawdopodobnie nic by mi nie zrobiłPo przykładach, które podałaś powyżej tego nie można być rada, wiem że to trudne ale ogranicz kontakt z bratem do minimum. Unikaj go, zajmij się nauką. I co najważniejsze daj mu jak najmniej okazji do wyżywania się na Tobie,Zwracaj uwagę na takie szczegóły jak np. ta gorąca nie rozwiązanie Twoich problemów, ale mam nadzieję że chociaż załagodzi sprawę. Oby inni forumowicze mieli lepsze dzielna 10 Odpowiedź przez Mikiii1424 2013-05-13 18:19:41 Mikiii1424 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-03-15 Posty: 25 Odp: brat wykańcza mnie psychicznieStaram sie go unikać. Od ostatniej kłótni nie zamieniłam z nim ani jednego słowa, w domu staram się przebywać jak najmniej i jak na razie jest spokojnie. Pocieszam się, że niedługo wakacje i może gdzieś wyjadę i odpoczne od "ukrywania się"... 11 Odpowiedź przez Vian 2013-05-13 18:21:55 Vian 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-12-23 Posty: 6,969 Odp: brat wykańcza mnie psychicznieA cokolwiek robi poza słowną agresją? 12 Odpowiedź przez Mikiii1424 2013-05-13 18:24:04 Mikiii1424 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-03-15 Posty: 25 Odp: brat wykańcza mnie psychicznieRaczej nie, czasami tylko mnie mocniej szarpnie, ale nigdy mnie nie uderzył ani nic w tym stylu. 13 Odpowiedź przez Vian 2013-05-13 18:28:13 Vian 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-12-23 Posty: 6,969 Odp: brat wykańcza mnie psychicznie Mam wrażenie, że Twój brat jest głębokim frustratem. Może ma depresję (wbrew pozorom często objawia się agresją), może ma jakiś inny problem, ale mam wrażenie, że po prostu odbija sobie na Tobie fakt, że ma szefa-oszukańca, że mu życie nie bardzo szansa, żeby go namówić, żeby zmienił pracę? Spróbuj. Może pogadaj z kimś, kogo bardziej posłucha niż Ciebie, powiedz o problemie. Myślę, że jeśli bratu zacznie coś wychodzić to i charakter może złagodnieć. Jeśli nie, pozostaje psycholog. 14 Odpowiedź przez Nirvanka87 2013-05-13 22:51:16 Nirvanka87 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-08-20 Posty: 4,049 Odp: brat wykańcza mnie psychicznie nagraj jak Cie wyzywa, wyślij matce z dopiskiem "albo go wywalisz z domu, albo sie powieszę" Moim zdaniem zadziała, trzeba się uciec do drastycznych sposobów, bo inaczej nie będziesz musiała się wieszać, on Ci sam to zagwarantuje Odrodziłam się na nowo, miałam duszę kryształowąLecz znów, i znów i znów kolorów szukam 15 Odpowiedź przez DEVILLY 2013-06-17 00:16:09 DEVILLY Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-06-16 Posty: 1 Odp: brat wykańcza mnie psychicznie Mikiii1424, ja jestem od Ciebie młodsza o 2 lata ale zdaje sobie doskonale sprawę z tego jak brat jest przed trzydziestką , ja kończe gimnazjum . Od dwóch lat praktycznie mnie nie szanuje , a od tego roku szkolnego to już kompletnie . Niedawno była u mnie sytuacja taka , że nie wytrzymałam i zrobiłam niezłą awanturę ( bo ile można słuchać , że niby ktoś sie prostytuuje i jest kimś najgorszym?) , brat pobił chłopaka , który jest też w tym wieku co ja , bił się ze mną , mam siniaki ale nie jest jakoś szczególnie tragicznie. Moi rodzice byli tego świadkami ale nazbyt się nie przejęli i nadal musze z "pseudo braciszkiem " mieszkać pod jednym dachem , na dodatek grozi mi obdukcją . Mój "brat" takie rzeczy wyprawia wyłącznie jak się nachleje , czyli często . Co ja mam zamiar zrobić? Jestem zdecydowana , nie będe ryzykować swojej psychiki i udaje się do bursy . Marny wybór ale lepszy od alternatywy. Co ja Ci bym mogła poradzić ? Idź do internatu jeśli masz możliwości finansowe , gdziekolwiek . Nie pozwalaj jednak by Cie wyzywał , groził , musisz coś z tym zrobić , moja matka też się boi mojego brata świra i się mu podporządkowała , synuś mamusi . Ty nie możesz sobie na to pozwolić, bo i twój brat to wykorzysta . Wiele w życiu przeżyłam i już wiem , że nie dam sobą więcej pomiatać . Liczę , że tobie też jakoś to pójdzie! 16 Odpowiedź przez Orillo 2013-06-17 01:00:15 Orillo Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-06-17 Posty: 44 Odp: brat wykańcza mnie psychicznieCzytając ten temat, doznałam lekkiego szoku, można powiedzieć, że takiego rzeczy dzieją się tylko w TV. No dziewczyny nie macie lekko, musicie to przetrwać, jak to mówią "co Cię nie zabije, to Cię wzmocni". Może to jest słabe pocieszenie, ale lepiej takie niż żadne. 17 Odpowiedź przez EdytaŚląsk 2014-09-04 20:39:31 EdytaŚląsk Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-09-04 Posty: 1 Odp: brat wykańcza mnie psychicznieHej wszystkim. Potrzebuję pomocy, nie daje już rady psychicznie ... mam 25 lat, mój brat 27. On mnie nie nawidzi- powiedział mi to wprost. Ciągłe wyzwiska od K***w , S**k i innych obrzydliwych i to prosto w oczy bardzo mnie to boli. wszystko zaczeło się od momentu gdy poznał swoją ,,księżniczkę" zrobił się agresywny wobec mnie, nie szanuje mnie nawet jako człowieka, wykańcza mnie psychicznie , trace wiare w siebie przez niego pomóżcie prosze, jakies rady? unikanie go nic nie wniosło, bo gdy czegoś nie zrobie po jego myśli wyzywa mnie .. boli mnie to bardzo jestem rozbita przez niego... musiałam się w końcu wyżalić, chociaż tutaj... jestem kłębkiem nerów, boje sie go. 18 Odpowiedź przez takiwiatr 2014-09-04 21:10:32 takiwiatr Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-11-11 Posty: 1,190 Odp: brat wykańcza mnie psychicznieEdyto, jak to wygląda? Czy mieszkacie razem z rodzicami? Co oni na to? Czy myślisz, że on w ten sposób popisuje się przed dziewczyną? W miarę możliwości zachowaj spokój. Zapytaj spokojnie "Dlaczego na mnie krzyczysz?", "Dlaczego tak mnie nazywasz?",... Nie dawaj się wyprowadzić z równowagi, patrz mu w oczy, przecież Ty nie masz się czego wstydzić. Niech on poczuje się głupio. Bądź dzielna, należy Ci się szacunek. 19 Odpowiedź przez Agatan43 2014-09-04 22:39:28 Agatan43 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-05-17 Posty: 543 Odp: brat wykańcza mnie psychicznieA przy Swojej dziewczynie , teź się tak zachowuje? 20 Odpowiedź przez Suzan_444 2014-09-05 16:39:09 Ostatnio edytowany przez Suzan_444 (2014-09-05 16:40:39) Suzan_444 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: student Zarejestrowany: 2013-02-09 Posty: 1,610 Wiek: trochę ponad 20 ;) Odp: brat wykańcza mnie psychicznie Edyto, Mikiii1424 wspołczuję Wam serdecznie tego koszmaru. Myślałyście kiedyś o tym, by zwrócić się o pomoc? Nawet do policji. Założa niebieskie karty jeśli bedzie taka potrzeba i moga pomoc Wam skierowac sprawe do sądu. Powód ? Przemoc psychiczna. Walczcie o siebie. Wiem, ze ciezko jest zrobic 1 krok, ale potem juz bedzie lepiej. Przecież nie możecie tak nie piszcie "Jak to? Przeciez to moj brat. Tak nie mozna." Owszem. Ale czy bracia wyzywaja tak o od suk, k.... i innych ? Czy Was mozna tak traktowac? Najtrudniejszy jest dialog z samym sobą. 21 Odpowiedź przez dobrotka 2014-09-09 14:55:33 dobrotka Wkręcam się coraz bardziej Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-09-05 Posty: 31 Odp: brat wykańcza mnie psychicznie Suzan_444 napisał/a:Edyto, Mikiii1424 wspołczuję Wam serdecznie tego koszmaru. Myślałyście kiedyś o tym, by zwrócić się o pomoc? Nawet do policji. Założa niebieskie karty jeśli bedzie taka potrzeba i moga pomoc Wam skierowac sprawe do sądu. Powód ? Przemoc psychiczna. Walczcie o siebie. Wiem, ze ciezko jest zrobic 1 krok, ale potem juz bedzie lepiej. Przecież nie możecie tak nie piszcie "Jak to? Przeciez to moj brat. Tak nie mozna." Owszem. Ale czy bracia wyzywaja tak o od suk, k.... i innych ? Czy Was mozna tak traktowac?Koleżanka ma rację, popieram w 100%! Przemoc to przemoc, a ta ze strony członków rodziny jest najgorszym rodzajem przemocy, jaki może być. Twój brat powinien Cię chronić i wspierać pod nieobecność rodziców, a nie wyzywać... Na Twoim miejscu spróbowałabym jeszcze ostatni raz z nim porozmawiać, a jeśli to nie przyniesienie rezultatu, to pozostaje zgłosić sprawę na policję. Być może on ma jakieś problemy, ale to nie jest powód, żeby wyżywał się na Tobie. 22 Odpowiedź przez Suzan_444 2014-09-09 15:37:55 Suzan_444 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: student Zarejestrowany: 2013-02-09 Posty: 1,610 Wiek: trochę ponad 20 ;) Odp: brat wykańcza mnie psychicznie Dziękuję koleżance wyżej Jak mówimy obie, z takimi rzeczami nie ma żartów. Trzeba od razu działać. Najtrudniejszy jest dialog z samym sobą. Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź Mój brat nigdy nie był czysty ani schludny. Od dzieciństwa zresztą nigdy sam nie sprzątał. Czyjejś pracy też nie doceniał. A mieszkaliśmy w 3-pokojowym mieszkaniu, więc było co robić. Później zmarła nasza mama. Cały dom spadł na moje barki. Tata też o nic nie dbał. W ogóle go to nie interesowało. Na dodatek to ja miałam jeszcze im gotować. Naprawdę było mi ciężko, bo jeszcze studiowałam na uniwersytecie, a oprócz tego pracowałam. Pod koniec dnia wracałam do domu ledwo żywa. A tu czekało na mnie sprzątanie i zbieranie rzeczy po dwóch mężczyznach. Oprócz prania, prasowania, gotowania. W międzyczasie dobrze byłoby chociaż samej coś przekąsić. Minęło trochę czasu. Brat przyprowadził do domu swoją żonę. Myślałam, że wszystkie kobiety są z natury opiekuńcze i pracowite, więc nawet się ucieszyłam. Och, jak bardzo się pomyliłam! W rzeczywistości Kasia była jeszcze bardziej niechlujna i leniwa niż mój Darek. No i teraz musiałam sprzątać i obsługiwać już sporą rodzinę. Ale do sprowadzania koleżanek to Kasia była pierwsza. Sprzątanie po nich, nawet już samo mycie naczyń – to była prawdziwa udręka. Ale jak wytłumaczyć ludziom, że nie zostawia się po sobie bałaganu i nie czeka, aż ktoś wszystko zrobi za nich? To nie jest ani uczciwe, ani sprawiedliwe. Poza tym Kasia spędzała dużo czasu w domu, bo pracowała na pół etatu. Wszystko to trwało 5 miesięcy. Byłam już sfrustrowana, ale gdy tylko wspominałam o tym, że młodzi mogliby zamieszkać osobno, albo choćby o tym, żeby ustalić jakieś zasady wspólnego życia, ojciec natychmiast mnie uciszał. Mówił, żebym się nie wtrącała do brata i jego żony i żebym tyle nie narzekała. Na początku byłam cierpliwa, myślałam, że wreszcie się zorientują. Ale w końcu po prostu eksplodowałam. Stało się to po tym, jak Kasia rozlała kakao na dywan i, o dziwo, chciała go wyczyścić. Ale mój brat ją powstrzymał. Powiedział jej, żeby się nie martwiła, siostra zaraz sama się tym zajmie. W tym momencie zdałam sobie sprawę, że moje przypuszczenia były słuszne. W tym domu naprawdę uważają mnie za służącą. W przypływie wściekłości zadzwoniłam do narzeczonego i powiedziałam mu, że nie mogę tu dłużej zostać. Postanowiliśmy wynająć mieszkanie i następnego dnia się wyprowadziłam. Żyjemy teraz bardzo szczęśliwie, chociaż moi krewni ze mną nie rozmawiają. Obrazili się. fot. Adobe Stock, Syda Productions Kochałam go, mimo że od zawsze sprawiał problemy. No ale brat, to brat. Kiedy jednak musiałam się nim zająć sama, przestało być już wesoło. Dostawałam szału! Okropny, niedojrzały egocentryk Traciłam nadzieję, że to się zmieni. Los okazał się łaskawy. Czasami miałam wrażenie, że Mariusz jest moim synem, a nie bratem. Mama urodziła go, kiedy miałam siedemnaście lat i od początku była przemęczona opieką nad nadpobudliwym dzieckiem. Kiedy Dzieciak – bo tak nazywaliśmy w rodzinie Mariusza – miał sześć lat, zdiagnozowano u niego ADHD. Rodzice mieli wtedy prawie pięćdziesiątkę i nie dawali sobie rady z chłopcem, który nie umiał się na niczym skupić, rozmontowywał wszystko, co wpadło mu w ręce i nieustannie żądał uwagi. Mieszkałam już wtedy z moim późniejszym mężem i unikałam, jak mogłam, bywania w domu rodzinnym. Prawdę powiedziawszy, wystarczyły dwie godziny z Dzieciakiem, żeby człowiek miał ochotę uciec od niego na zawsze. Brat potrafiłby doprowadzić świętego do krzyku i rękoczynów. Uspokoił się, kiedy zmarł tata. Zupełnie jakby ktoś go podmienił. Miesiąc wcześniej był żywym, rozbrykanym dzieckiem, którego nie można było z oka spuścić, a kiedy został tylko z mamą, zamknął się w sobie, zrobił milczący i nienaturalnie, jak na niego, spokojny. Kiedy zaręczyłam się z Danielem, Mariusz miał dziewięć lat. Byłam wtedy w ciąży, to był szybki ślub, bo wiadomo – dziecko w drodze – ale od dawna mieszkaliśmy razem i planowaliśmy wspólne życie. Kiedy na świecie pojawił się Nikodem, mój brat znowu jakby odżył. – Chyba czuje się zagrożony w swojej pozycji najmłodszego dziecka w rodzinie – skomentowała to moja teściowa. – Ale musi się pogodzić z tym, że teraz to na Nikusiu będzie się skupiać cała uwaga. Może miała trochę racji, chociaż na pewno uwaga mojej mamy nie została przeniesiona z syna na wnuka. Mama nie miała już siły zajmować się kolejnym dzieckiem, więc nawet nie prosiłam jej o pomoc. Szczerze powiedziawszy, miałam wrażenie, że mało zajmuje się też Mariuszem. Brat był już nastolatkiem i robił to, co chciał Mama niczego mu nie zabraniała ani od niego nie wymagała. – Po prostu nie mam już siły na wieczne awantury – mówiła zmęczonym głosem, kiedy pytałam, dlaczego brat nawet po sobie nie sprząta. – Wolę to zrobić sama bez marudzenia, niż powtarzać mu sto razy coś, czego on i tak nie zrobi… Dzieciak rósł więc w atmosferze przyzwolenia na wszystko. Kiedy miał piętnaście lat, po prostu informował mamę, że nie wraca na noc do domu albo szkoła dzwoniła do niej z pytaniem, dlaczego syn od tygodnia jest nieobecny. – Nie zdał do trzeciej klasy za notoryczne wagary – pożaliła mi się mama, kiedy Dzieciak był w gimnazjum. – Nie mam do niego siły… Czasami mam ochotę po prostu uciec od niego i tego całego życia… Rodziłam wtedy drugiego syna, więc nie mogłam zajmować się pogarszającym się nastrojem mamy. Wierzyłam, że jakoś sobie poradzi z wychowaniem młodego. Nie zdziwiłam się jednak, kiedy powiedziała mi, że kogoś poznała i ma zamiar wyjechać za granicę, żeby tam mieszkać ze swoim nowym partnerem. – A co z Dzieciakiem? – zapytałam, wystraszona, że zostawi mi go pod opieką. – W lutym kończy osiemnaście lat – odpowiedziała. – Zostawiam mu mieszkanie, przez jakiś czas będę mu przesyłać pieniądze, zanim znajdzie pracę. Nie patrz tak na mnie, Dorota! Ja już dość mu poświęciłam! Chcę jeszcze coś mieć z życia! Wyjeżdżam do Marka i nie próbuj mnie wbijać w poczucie winy! Nie dyskutowałam z nią. Powiedziałam tylko, że nie mogę jej obiecać, że będę chroniła Dzieciaka przed robieniem głupstw. Miałam dwójkę własnych dzieci, a Mariusz faktycznie był dorosły. O dziwo, brat poradził sobie całkiem nieźle. Wynajął dwa pokoje w mieszkaniu mamy, znalazł sobie pracę w sklepie zoologicznym, miał więc z czego się utrzymywać. Powiedziałabym wręcz, że miał więcej pieniędzy niż my z Danielem, co było widać, kiedy zajeżdżał przed nasz blok motocyklem albo chwalił się, że był w Paryżu z dziewczyną. Tych dziewczyn zresztą było bardzo dużo. Za każdym razem, kiedy rozmawialiśmy przez telefon, Dzieciak rzucał inne żeńskie imię. Po Kasi, Natalii, Martynie, Joannie i Weronice przestałam nawet zadawać sobie trud, żeby zapamiętać imię kolejnej zdobyczy mojego braciszka. Wiedziałam, że żadnej z nich nie traktował poważnie, dla niego liczyła się tylko zabawa i przyjemności. – Kiedyś w końcu będzie musiał zacząć myśleć o życiu poważnie – powiedział raz Daniel. – Ja w jego wieku byłem już żonaty i miałem syna, a on? Motocykl, samochód, panienki, imprezy. Oby nasi chłopcy się w niego nie wdali! Na szczęście nasze dzieci są zupełnie inne i bardzo podobne do nas. Czyli niemal flegmatyczne po Danielu oraz pracowite i dokładne po mnie. Nie jeden raz w duszy dziękowałam Bogu, że żaden z moich synów nie jest taki jak Dzieciak. Brat miał już dwadzieścia siedem lat, a dalej zachowywał się jak nastolatek. W mieszkaniu po rodzicach wiecznie urządzał ze współlokatorami balangi, dwa razy został aresztowany za robienie jakichś głupot po pijanemu. Dobrze, że chociaż pracę potrafił utrzymać i mama nie musiała się martwić, z czego jej synek będzie żył. Sama nie wróciła do Polski, jedynie czasem dzwoniła do mnie i wypytywała, czy mam oko na Dzieciaka. – Nie jestem jego niańką, tylko siostrą, a on jest dorosły! – denerwowałam się. Ale faktem było, że braciszek traktował mnie jak powiernicę. To do mnie dzwonił po aresztowaniach, to ja musiałam jechać po niego do szpitala po – na szczęście niegroźnym – wypadku na motorze. I to mnie któregoś pięknego dnia powiedział, że… będzie miał dziecko. – Z kim, na litość boską? – warknęłam, bo przy jego trybie życia aż się dziwiłam, że nie zaliczył wpadki wcześniej. – Z tą treserką psów z niebieską grzywką? – Z Aliną? Coś ty! – machnął ręką na znak, że to już przeszłość. – Nie, to dziewczyna, która wpadła do nas na imprezę, koleżanka tego Sławka, któremu wynajmuję pokój… Piliśmy w kuchni, zaczęliśmy flirtować, no i wiesz… skończyliśmy u mnie w pokoju. Aż zacisnęłam powieki i pokręciłam głową nad jego nieodpowiedzialnością. – No to będziesz ojcem – skwitowałam. – Może wreszcie zajmiesz się na serio swoim życiem. Co zamierzacie? Ona się do ciebie wprowadzi czy jak? Spojrzał na mnie, jakbym nagle postradała zmysły. A potem z uśmiechem politowania oznajmił, że nic nie zamierza zmieniać w życiu poza tym, że będzie musiał za parę miesięcy zacząć płacić alimenty. Na moje pytanie, czy chociaż wspiera tę dziewczynę, był z nią u lekarza czy wykupił jej suplementy dla ciężarnych, był autentycznie zaskoczony. – Ale my nie jesteśmy razem – udzielił mi wyjaśnienia. – To była jedna noc. Nawet nie wiem, jak ona ma na nazwisko. Po prostu wczoraj zadzwoniła do Sławka i powiedziała, że zrobiła test i jest w ciąży. Sławek mówi, że ją zna i to nie jest laska, która sypia z każdym, więc to zapewne mój dzieciak. I tak zrobię testy na ojcostwo, ale nawet jeśli to moje dziecko, to nie zamierzam sobie przez to rujnować życia – prychnął z lekceważeniem. Wtedy wreszcie puściły mi nerwy Nawrzeszczałam na niego, że to on zrujnował życie tej biednej dziewczynie, że jest samolubnym, zadufanym w sobie gnojkiem, który nigdy nie dowiedział się, czym są zobowiązania i odpowiedzialność. A potem kazałam jechać do tej dziewczyny i zapytać, w czym może jej pomóc. Mimo swojego charakteru brat się ze mną liczył, a moja wściekłość chyba go wystraszyła, bo powiedział, że tak zrobi. Kiedy zadzwonił kilka dni później, miał problem. Okazało się, że Iza nie miała pracy i nie była nigdzie ubezpieczona, a do tego dopiero niedawno przyjechała do naszego miasta. Ponieważ kiedyś pracowałam w ZUS–ie, brat chciał, żebym pomogła jej się zarejestrować i zdobyć ubezpieczenie jako ciężarna. Kazałam mu ją przywieźć do nas do domu. Iza okazała się drobną, wystraszoną i bardzo młodą dziewczyną, która skojarzyła mi się z myszką. Z miejsca ją polubiłam. No i współczułam jej, że los wepchnął ją na taką minę jak mój braciszek. Po godzinie rozmowy z nią miałam pewność, że dziecko, było dzieckiem Mariusza. To rzeczywiście nie był typ dziewczyny, która romansowała na prawo i lewo. Była tu od niedawna, nie znała prawie nikogo, czuła się zagubiona i sporo wypiła na tamtej imprezie. Wydawało jej się, że Mariusz to materiał na chłopaka. Liczyła, że zostaną parą i wszystko będzie jak w romantycznych amerykańskich filmach. Tyle że film, w którym wylądowała, przypomniał raczej dramat obyczajowy… – Mogę ją wozić do lekarza i dawać jej pieniądze, ale nie zamierzam się z nią wiązać! – oznajmił Dzieciak, kiedy powiedziałam, że Iza sobie bez niego nie poradzi. Zachowywał się jak ostatni gnojek Kiedy Iza była w czwartym miesiącu ciąży, on pojechał do Chorwacji z nową lalunią. Ponieważ dałam Izie mój numer telefonu, dzwoniła do mnie, kiedy chciała porozmawiać o swoim stanie albo obawach. Była niewiele starsza od Nikodema, więc traktowałam ją trochę jak córkę. Wiedziałam, że miała nieciekawe dzieciństwo w domu, gdzie były alkohol i przemoc. – Nie mogę tam wrócić. Ojciec i macocha nawet nie wiedzą, że zaszłam… – wyznała mi. – Tutaj mieszkam z trzema innymi dziewczynami, ale nie wiem, co potem. One pracują, muszą się wysypiać… Ona też pracowała, tyle że na czarno. Sprzątała mieszkania i biura, prowadziła dokumentację myjni samochodowej. Miała tyle środków, żeby przetrwać, mieszkając we wspólnym mieszkaniu, ale nie było mowy, żeby była w stanie utrzymać siebie i dziecko na godnym poziomie. To było zadanie dla ojca jej dziecka. – Wymów umowę Sławkowi albo temu drugiemu kolesiowi – poleciłam mu. – Możesz nie uważać Izy za swoją dziewczynę, ale ona urodzi twoje dziecko i będzie potrzebowała pomocy w wychowaniu. Oczywiście stanął okoniem. Nie podobała mu się myśl, że mają z nim zamieszkać kobieta i dziecko. To by oznaczało koniec kawalerskich imprezek, sprowadzania do domu kolejnych dziewczyn i w ogóle słodkiego życia, jakie wiódł. Próbował więc argumentować, że nie mam prawa mu rozkazywać i że to jego mieszkanie. – Taaaak? – zapytałam, mrużąc oczy. A potem zadzwoniłam do mamy i o wszystkim jej opowiedziałam, chociaż Dzieciak prosił, żebym póki co nic jej nie mówiła. – Dziecko?! – mama była zszokowana. – Ale to cudownie! Wreszcie się uspokoi! Co to za dziewczyna? Oświadczył się jej? Wprowadziła się do niego? Rzuciłam, że właśnie tu jest pewien problem. A potem zapytałam, kto po śmierci taty dokładnie odziedziczył mieszkanie. Prawda była brutalna dla mojego braciszka. Mieszkanie nie było jego – jak przywykł o nim myśleć – tylko w większości należało do mamy, a w ułamkowych częściach do mnie i do niego. Z Niemiec do Polski jest niedaleko, więc mama przyjechała bardzo szybko. Prosto z dworca poszłyśmy do notariusza. Mama przepisała na mnie swoją część własności. Kiedy powiedziałam to Dzieciakowi, zdawał się nie rozumieć, co to dokładnie znaczy. Więc mu wytłumaczyłam: – To znaczy, że ty i twoi koledzy mieszkacie w mieszkaniu, które jest w większości moje, a ja właśnie zamierzam wypowiedzieć im umowy, o ile w ogóle coś spisywaliście. Dzieciak oczywiście się buntował, ale powiedziałam, że mogę spłacić jego część i przejąć mieszkanie całkowicie. Mama, kiedy próbował ją obwiniać, że go pominęła, wyjaśniła mu w kilku dosadnych zdaniach, że mieszkał tam za darmo przez wiele lat, a teraz ona życzy sobie, żeby zamieszkał tam jej wnuk lub wnuczka, bo dziecko też będzie jej rodziną. Przez jakiś czas Mariusz szukał lokum do wynajęcia, ale ceny najmu szybko ostudziły jego zapędy, zwłaszcza że miał w perspektywie płacenie alimentów. Koniec końców braciszek schował dumę do kieszeni i przyjął moją ofertę, że będzie mógł mieszkać w lokalu, który w większości należy do mnie, o ile będzie płacił wszelkie rachunki i zajmował się porządnie swoim dzieckiem oraz Izą. – Spokojnie, kochanie. Kiedyś go spłacimy, a mieszkanie będzie dla chłopaków – powiedziałam do Daniela, który z niepokojem śledził poczynania moje i mamy. – Ale póki co to najlepsze wyjście. – Pamiętaj, że to twój spadek po ojcu i prezent od mamy – powiedział mąż. – Ale może racja. Też uważam, że na ten moment to dobre rozwiązanie. Kiedy lokatorzy się wynieśli, Daniel pomógł Mariuszowi zrobić remont i urządzić pokój dla dziecka. Iza nie mogła uwierzyć, że tyle dla niej robimy, ale zapewniłam ją, że przecież jesteśmy rodziną. Wiedziała już, że urodzi córeczkę i niesamowicie się cieszyłam, że oprócz czterech mężczyzn w rodzinie będę też mieć bratanicę. Kiedy Pola się urodziła, wszyscy zgodnie stwierdzili, że… jest podobna do mnie. Zostałam jej matką chrzestną i mała jest moim oczkiem w głowie. Mariusz i Iza mieszkają razem już trzeci rok Chociaż nikt ich nie zmuszał, żeby byli parą, to wspólna opieka nad małą, sprawy domowe i życie pod jednym dachem ich do siebie zbliżyło. Niedawno Dzieciak podziękował mi, że tak to wszystko rozegrałam. – Gdyby nie ty, byłbym dzisiaj kretynem po trzydziestce, który udaje nastolatka – wyznał szczerze. – Jest dobrze, siostra. Mam naprawdę fajną rodzinę. Zaszkliły mi się oczy kiedy to usłyszałam. Ale najbardziej wzruszyło mnie to, że kiedy to mówił, nie byliśmy wcale sami. Obok siedziała Iza. Trzymali się za ręce. Czytaj także:„Gdy zmarł teść, teściowa się zmieniła. Obsesyjnie interesowała się naszym życiem, nieproszona cerowała moje majtki”„Czułam, że to dziecko musi żyć. Próbowałam odwieść Kasię od usunięcia ciąży i miałam rację. To dziecko uratowało jej życie”„Adrian miesiącami mnie dręczył i prześladował. Policja mnie zbyła. Zainteresują się dopiero, gdy zrobi mi krzywdę”

moj brat robi mi dobrze